Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 245 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

10 lat od kiedy Lxio się do mnie odezwał po raz pierwszy :-)

piątek, 05 sierpnia 2016 18:41

Dlaczego to dla mnie takie ważne? Bo Lxio jest najważniejszym Mężczyzną w moim życiu. Znamy się 10 lat, od ok.7 jesteśmy parą i od ok.6 mieszkamy razem. 10 lat temu 5 sierpnia 2006 roku, Lxio zostawił mi taki komentarz pod moim pirwszym postem na tym blogu:

 

"wytrwaj w tym pisaniu. Wiem czas. Dlaczego nie możesz zmienić nic by ci sie twoje życie podobało. Jest ono tylko jedno, warto powalczyć by choć trochę się nim cieszyć. Też nie mam z kim poromawiać specjalnie, a może nie chcę mieć. Jak mam się męczyć rozmową to wolę nie, a nie umiem rozmawiać i to jest tragedia :) ale to nie tylko moja wina. siemano"

 

Mogłabym teraz wychwalać Lxio na blogu, ale wolę po prostu iść do drugiego pokoju i Go przytulić  :-)

 

Jesteś Sensem mojego życia, Ukochany.


oceń
1
0

czytaj komenty (1) | wypowiedz się

10 lat od założenia bloga

środa, 03 sierpnia 2016 0:19

10 lat temu założyłam tego bloga. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, bo na tym właśnie blogu poznałam dwie bardzo bliskie mi do dziś osoby: Lxio i Emosa. Chociaż Emos już od dawna nie jest Emosem. Przyjaźnimy się. Mieszkamy w różnych miastach, oddalonych o kilkaset kilometrów ale widujemy się często i prawie codziennie piszemy SMSy. Jest moim najlepszym Przyjacielem. Dzisiaj się z nim spotkam. Pojadę autobusem. Do Lxio nie muszę jeździć autobusem. Mieszkamy razem. Jesteśmy parą od prawie 7 lat. To najlepsze co dał mi ten blog. Mój Mężczyzna jest wspniały, jest radością mojego życia. Lxio oczywiście już nie jest Lxio, a ja nie jestem ani Żyletą, ani na pewno Samotną. Jestem nadal chaosem. Nadal często chcę uciec. Może kiedyś jeszcze o tym napiszę. Ale dziś piszę, by uczcić to 10lecie bloga. Bloga, który odmienił moje życie. Założyłam go, bo byłam samotna, nie miałam przyjaciół ani żadnych znajomych. Cel bloga został spełniony. Spotkałam na nim dwóch najlepszych mężczyzn w moim życiu - prawdziwych przyjaciół, dzięki którym już nie jestem samotna. O kurde, ale ckliwie wyszło. Może kiczowato. Ale to prawda.

 

Aneta


oceń
0
0

czytaj komenty (2) | wypowiedz się

..::Gdyby łzy::..

niedziela, 12 grudnia 2010 19:19

  

Edyta Geppert

  

Gdyby łzy 

 

Gdyby łzy chciał ktoś kupić
Albo me myśli czarne
Mógłby sie nimi upić
Nie poszłyby na marne

Ilość ich już okrutna
Tyle ich wciąż się rodzi
Lecz czemu jestem smutna
Nikogo nie obchodzi

Jeśli łzami jak grochem
Będę rzucać o ścianę
Ściana nie drgnie ni trochę
Obojętna zostanie

Gdyby łzy w perły zmienić
To bym była bogata
Umiałaby je cenić
Brzydsza połowa świata

Smutek płynie kroplami
Potokiem łzy miłości
Podobno gdzieś czasami
Można płakać z radości

 

 

TUTAJ MOŻNA POSŁUCHAĆ

 


oceń
0
0

czytaj komenty (15) | wypowiedz się

..::Dziesięciolecie Bólu::..

czwartek, 09 grudnia 2010 16:24

 

"Człowiek, który uważa swoje życie za bezsensowne, nie tylko jest nieszczęśliwy, ale też niezbyt zdatny do życia."

 

Albert Einstein

 

Mój Ból ma już 10 lat. Jego wiek potęguje Jego samego. Gdy tylko uświadamiam sobie, że nie funkcjonuję normalnie przez prawie połowę mojego Życia, to tracę ochotę na przedłużanie Go. Nie dosyć, że nasilenie Bólu jest takie jak przed dziesięciu laty, to próby walki z Nim są uniemożliwiane w podobny sposób. Tyle, że wtedy to moja Matka kategorycznie zabraniała mi skorzystania z pomocy psychiatry, teraz niepozwalam sobie na to ja sama. Z niewyjaśnionych przyczyn nie poszłam już na dwie wizyty, na które zapisał mnie mój Facet (przeze mnie wcześniej poproszony). Przyjaciele piszą do mnie SMSy z zapytaniami czy poszłam do lekarza. Nie odpisuję. Nie chcę sobie pomóc??? Może nie wierzę, że to możliwe. W NIC już nie wierzę.

 

 

Dzisiaj zostałam sama w domu po raz pierwszy od wielu tygodni. Spędziłam ten dzień snując się po domu w piżamie, topiąc się w łóżku pełnym łez, prubując czytać książkę o poczuciu własnej wartości, a w końcu i tak oglądając głupoty na youtubie, by mój Umysł choć na chwilę mógł ode mnie uciec. A jak ja mogę uciec od Niego? Spędziłam ten czwartek z bólem, bezsensem i butelką wina.

 

 

Leżąc w łożku i zalewając się łzami dobijałm się odczuciem, że nikt nie widzi mojego bólu, nikt teraz na mnie nie patrzy. We wspomnianej książce Jima McManusa "Odkryj swoją wartość" (którą kupiłam niedawno ze względu na tytuł, nie dostrzegam swojej wartości, a chciałabym) przeczytałam, że wiara w Boga pomaga w leczeniu depresji. A ja tę wiarę straciłam. Zamknęłam książkę. Tak bardzo chciałabym wierzyć, że Bóg patrzy na mnie, kiedy leżę i płaczę, kiedy nienawidę siebie i kiedy czekam na niedzielę kiedy wróci do mnie Jednyny Sens Mojego Życia.

 

 

Żeby się zrelaksować zaczęłam słuchać Paradise Lost i BLack Sabbath. Później zdecydowałam się wejść na nieodwiedzany od dawna blog jak nieuprawiany od długiego czasu ogród, gdzie wszystko uschło. Nie poznaję już mojego bloga, który podlewałam swoimi myślami o samodestrukcji, oczyszczając z nich chociaż częściowo duszę i dzi.ęki temu utrzymując przy życiu siebie. Nie poznaję mojego azylu w którym chowałam się zamykąjąc  drzwi pokoju i izolując się od Rodziców. Nie poznaję! Na górze jakaś relkama, na dole "fejsbuki". W ustawieniech czytam, że można dodać horoskop. A FUJ! Pisanie kiedyś mi pomagało, więc przyszłam popisać. Nie wiem co robić. Czuję się rozdarta. A na rozdarcie najlepsze było pisanie. I ekschibicjonizm. Bo mogłam przecież to samo napisać w zeszycie. Ale nie, ja nie chciałam tego napisać. Ja chciałąm to wykrzyczeć! Co uczyniłam

 

Dziękuję za uwagę

 

            czy jeszcze Żyleta?


oceń
0
0

czytaj komenty (6) | wypowiedz się

...:::na rozdrożu:::...

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 22:04

 

Całe życie uciekam... Los stawia na mojej drodze ogromne przepaście
i wysokie mury, zatrzaśnięte furtki i zamknięte drzwi. A ja stoję przed nimi i chciałabym od nich uciec...ale dokąd? Bezkresna przepaść czy niebosiężny mur wyglądają przerażająco, ale można nad nimi przefrunąć, jeśli tylko swoją własną pracą zbuduje się porządne skrzydła lub...dostanie skrzydła od losu. Mnie Bóg już tyle razy podarował skrzydła zupełnie za friko. Czy jestem Mu wdzięczna? Czy można być wdzięcznym, mówiąc wkoło że jest się cholernie wdzięcznym a jednocześnie wycierając o te śnieżnobiałe, pierzaste skrzydła swoje brudne buciory (w moim przypadku jak wiecie glany ). No ale dobra, bez żartów. Dostałam już tyle spadochronów, miękkich lądowań a nadal nie wzięłam się porządnie do roboty. Da się przefrunąć nad przerażającym murem czy otchłanią, jednak zwykłe zamknięte drzwi, niby takie niepozorne-są trudniejsze do pokonania, bo nie da się ich przeniknąć. Jak są zamknięte to zamknięte. Kto ma klucz? Może sama go już zakopałam, pieczołowicie sypiąc na niego grudy brudnej ziemi pełnej błota i gliny. Stoję przed takimi drzwiami teraz. Zamkniętymi. Ale może tylko na klamkę. Może jak ją nacisnę...jest nadzieja. Z tej odległości przecież nie widać czy są zamknięte na klucz czy tylko na klamkę. Nie bezpośrednio przed nimi stoję. Jeszcze kilkadziesiąt metrów dzieli mnie. A wiecie co jest "najlepsze"? Ścieżka do tych drzwi taka pokręcona. W pewnym momencie się rozgałęzia. Druga odnoga nie prowadzi do tych drzwi. On prowadzi za pagórek, a za pagórkiem to już licho wie co. I wiecie co? Ja teraz stoję na tym rozdrożu i się zastanawiam. Jak to ja:  zastanawiam się zamiast wziąć się do jakiejś roboty. Zastanawiam się, którą drogą pójść. Zastanawiam się czy gdy swoją dłonią nacisnę na klamkę, to drzwi się otworzą. I co za nimi będzie. A może wolałabym, żeby były zamknięte. Może właśnie wtedy odetchnęłabym z ulgą. Może będą w moim życiu jakieś inne drzwi. Tak, będzie wiele drzwi i wiele okien, na które trzeba będzie się wdrapywać. Dam radę. Chociaż czuję niepokój i niepewność, idę do przodu. Tak, spróbuję otworzyć te drzwi a jak będą zamknięte to trudno. Chyba pogrzebię w ziemi, poszukam klucza, mam jeszcze trochę czasu. Myślę, że jeszcze kawałek życia jest przede mną. Więc ruszam w dalszą drogę.

DAM RADĘ!




                                                                            
                                                                        


Adios Amigos

                                                                                                po prostu Ja


 


oceń
0
0

czytaj komenty (17) | wypowiedz się

...:::na krawędzi:::...

poniedziałek, 28 lipca 2008 12:01
Idąc przez bezkresną pustynię, wędrując po popękanym skalistym podłożu, doszłam do miejsca, w którym kończył się nudny, monotonny i płaski teren. Kończyło się wszystko, miałam wrażenie, że moja droga też się kończy i że w ogóle była bez sensu. Wiatr dmuchał mi w twarz jak podczas całej podróży, chyba był nawet silniejszy. A może mi się tylko wydawało. Piasek dostawał mi się do oczu, do oczu którym ukazała się ogromna przepaść.

 

 

Stanęłam na krawędzi. Czubki moich powycieranych glanów prawie wystawały poza skałę. Przepaść była tak pięknie czarna, taka chłodna i kusząca. To co przeżyłam dotychczas, droga którą przebyłam, pustynia, piach - to wszystko wydawało mi się nic nie warte. Miałam wrażenie, że nic nie osiągnęłam. Po drodze napotykałam oazy, pełne palm, obfite w wodę, w niektórych nawet się nie zatrzymałam, w innych pobyłam chwilę i szłam dalej. Czasem ludzie w tych oazach chcieli mi dać fajne rzeczy, takie jak banany czy daktyle. Wybrzydzałam, mówiłam że daktyle są suche, a banany są dla małp. Potem bywałam głodna. Najgorszy jest głód zwany samotnością. Głód relacji z drugim człowiekiem. Przez pustynię szłam sama. Do ludzi napotkanych w oazach przestałam z czasem pisać listy. Moją skórę zaczęło palić słońce. Pamiętałam, że ktoś kiedyś chciał mi dać parasol. Nie wzięłam. Nie radziłam sobie sama na pustyni. Narzekałam, że ciągle mijam tylko piaszczyste wydmy, że krajobraz się nie zmienia, jest monotonny. Narzekałam, że w nocy jest za zimno a w dzień za gorąco. Narzekałam, że nie ma obok mnie drugiego człowieka. Jeszcze częściej niż oazy z palmami uginającymi się od owoców widywałam fatamorgany. Jakiż ogromny ból przeżywałam, gdy okazywały się być iluzją. Ból rozczarowania. Ale ten ból nawet w połowie nie może równać się z tym bólem, którego doznałam dochodząc do przepaści.

 

 

Podobno zawsze należy iść do przodu, ponoć nigdy nie wolno się cofać. Ja nie chciałam się cofać, ale przecież robiąc chociaż jeden krok do przodu, spadłabym w przepaść. Stałam na krawędzi. Nie wiedziałam co robić. Nie można iść dalej, bo się nie da. Nie można się cofać, bo nie wolno. Skoczyć? Ja nie chcę skoczyć! Ja chcę wędrować. Przez nawet gorącą pustynię, nawet przez pustą patelnię, ale przed siebie. Wędrować do lasów bogatych w tropikalne rośliny, wodospady i wielkie drzewa, które dają cień. I przez te lasy wędrować dalej, zwiedzać świat. Zwiedzać życie. A tu, przeciwność, przepaść. Czarna dziura, zniechęcenie, utrata poczucia sensu. Nie chciałam stać nad przepaścią.

 

 

Wiedziałam, że jej nie przeskoczę. Miałam za krótkie nogi. Ta przepaść wydawała się taka ogromna. Była przerażająca. Nie chciałam nad nią stać. Nie chciałam do końca życia cierpieć. Wiedziałam, że zarówno stojąc nad nią jak i cofając się na pustynię, nigdy nie zaznam szczęścia. Rzucenie się w tę otchłań, poddanie się też nie było dobrym rozwiązaniem. Poddanie się nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Długo zastanawiałam się co zrobić, ale wiedziałam że pragnę tylko jednej rzeczy - znaleźć się po drugiej stronie.

 

 

Postanowiłam zbudować skrzydła i jak ptak albo jak motyl, przelecieć nad przepaścią. Miałam w plecaku drewniane listwy i płótno, wymyśliłam, że zbuduję lotnię. Było ciężko, bo po pierwsze nigdy jeszcze nie budowałam lotni (kiedyś tylko robiłam latawiec, ale nie wiem czy wyszedł dobry, bo nie było wiatru i nie mogłam sprawdzić czy lata). Po drugie materiały, które miałam w plecaku wcale nie były takie git. Zbudować lotnię z byle czego? Zastanawiałam się czy warto. Doszłam do wniosku, że tak. Zbuduję lotnię z tego co mam, tak jak umiem, postaram się, przecież chcę osiągnąć cel. Jak bardzo chcę, tak bardzo się postaram. Wzięłam kartkę i zrobiłam projekt. Wyliczyłam wszystkie proporcje, tak aby lotnia stała się moimi skrzydłami do przyszłości. Żeby wzbiła się w powietrze i zaniosła mnie tam, gdzie chcę.

 

 

 

Spojrzałam na mój projekt i ... zniechęciłam się totalnie. "Przecież ja nie umiem skonstruować takiej machiny!" pomyślałam. Znowu byłam przerażona, ale potem zdałam sobie sprawę, że nie mam nic do stracenia. Bardzo chciałam przedostać się na drugą stronę przepaści. Przezwyciężyłam swoje słabości i zmobilizowałam się do pracy. Wstawałam skoro świt, żeby pracować do południa, w południe jest najgorsze słońce. Wtedy chowałam się w cieniu niedużej, wystającej skałki i rozmyślałam, co zmienić w mojej machinie. Potem wracałam do budowania. Było ciężko. Wiem, że bez pracy, bez wysiłku, nie osiąga się efektów, swoich celów, swoich marzeń. Nadal jest ciężko. Ale postanowiłam zbudować do końca to co zamierzyłam. Najpierw szkielet. Kręgosłup. Potem reszta. Bez nadziei nie dałabym rady. Uwierzyłam, że uda mi się przelecieć nad otchłanią. Bardzo tego chciałam, ale sama chęć nie wystarczy. Nie obędzie się bez ciężkiej pracy. Wiatr, który kiedyś dmuchał mi w oczy i nie pozwalał iść, wiatr który przynosił cierpienie teraz miał mnie unieść na moich skrzydłach i doprowadzić do celu. Przeciwności i trudy jednak chyba są potrzebne. Umacniają nas. Paradoksalnie przybliżają nas do celu. Postanowiłam, że spróbuję pokonać przepaść, spróbuję wzbić się w powietrze i przefrunąć nad nią lekko jak motyl. A jeżeli moje skrzydła okażą się badziewiem i spadnę? Cóż, zawsze jest jakieś ryzyko. Przynajmniej spróbuję, nie poddam się przecież i nie wskoczę sama do tej przepaści, postaram się zbudować niebadziewne skrzydła i dzięki nim pokonać wielki dół. Spróbuję...

 

 

 

 

finito 

  

 

 

 

 

 

 

 

P. S.  Tak się złozyło, że opuściłam bloga na dłuższy czas (nie oszukujmy się - cholernie długi :-]). Ale chyba miałam takie prawo, bo to mój blog i mogę z nim robić co mi się rzewnie podoba. ;-) Zamiast pisać posty pisałam opisy przepięknych budynków, studia to nie liceum, jest tej roboty sporo, ale nie narzekam, w końcu sama tego chciałam, prawda? Nadal mam jedną prackę do napisania, o takim tam pałacu, jak ktoś chce fotki to podeślę. A teraz chciałabym Was wszystkich przeprosić za moją długą nieobecność, która mogła powodować rozczarowanie, zaniepokojenie, wkurzenie i inne negatywne emocje;-) 

WSZYSTKICH POZDRAWIAM:-D

 

                                         Żyleta :-]

 


oceń
0
0

czytaj komenty (24) | wypowiedz się

...:::w samo południe:::..

niedziela, 24 lutego 2008 12:00

Słońce świeci za ogromnym oknem,

słońce świeci w całym pokoju,

słońce świeci w mojej duszy i przenika wszystkie bolesne miejsca, wszystkie krwawiące rany w środku mojej głowy.

Ciężko jest, ale chcę.

Chcę się rozplątywać, chcę żyć.

Bardzo dużo wyzwań przede mną, droga jest długa, ale oświetlona przez nadzieję i optymizm.

To, że jest ciężko, nie znaczy, że jest źle.

Jest dobrze...

Chcę działać, będę działać, wiem, zę tylko poprzez działanie mogę osiągnąć cel.

Znikam na jakiś czas

 

 

Pozdrawiam

 

                                                          Żyleta

 

                                    

 


oceń
0
0

czytaj komenty (40) | wypowiedz się

...:::samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie:::.

czwartek, 21 lutego 2008 23:07

"myślałem, że Ty skrzywdziłaś mnie

a to ja skrzywdziłem Cię

szkoda, że tak puźno pojąłem to,

tak puźno to zrozumiałem"

       Dżem

       "Lit do M."

  

można posłuchać: http://www.youtube.com/watch?v=UHb-DgNxxgM&NR=1

  

 

Mamo piszę do Ciebie wiersz,
Może ostatni, na pewno pierwszy.
Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona

I tak spokojnie oddycha.
Dobiega mnie jakaś muzyka,
Nie to tylko w mej głowie szum.
Siedzę i tonę i tonę we łzach,
Bo jest mi smutno, bo jestem sam.
Dławi mnie strach.

Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
Nie ma Boga nie.

Spokojny jest tylko mój dom,
Gdzie Ty jesteś a mnie tam już nie ma.
Gdzie nie wrócę chyba nigdy,
Mamo bardzo Cię kocham, kocham Cię!

Myślałem, że Ty skrzywdziłaś mnie,
A to ja, to ja skrzywdziłem Ciebie.
Szkoda, że tak późno pojąłem to.
Tak późno to, to zrozumiałem.
Zrozumiałem to.

Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
O nie, nie...
Nie ma Boga, nie ma nie!, nie, nie..
Nie, nie...
Nie ma Boga, nie..


oceń
1
0

czytaj komenty (31) | wypowiedz się

...:::jest Nadzieja:::...

poniedziałek, 04 lutego 2008 23:34

nie jest źle

mam nadzieję...

ośmielam się mieć nadzieję

odważyłam się mieć nadzieję.

dopuki jest nadzieja - jest dobrze

a Nadzieja jest u mnie

jest we mnie...

nie jest więc źle

 

      

    

ufam Jezusowi, ufam sobie ...

 

                                                                                                 Żyleta

 


oceń
0
0

czytaj komenty (26) | wypowiedz się

...:::nie ma nic:::...

piątek, 01 lutego 2008 4:01

  

nie ma nic piękniejszego niż zapach czarnej jak smoła kawy koło czwartej nad ranem, kiedy już nawet nie jestem w stanie rozróżnić czy tak wcześnie wstałam, czy w ogóle nie kładłam się spać...|-o zZ... zZ... zZ...:-D

  

  

nie ma nic piękniejszego niż orzechowe oczy Mężczyzny Moich Marzeń, mogłabym przeglądać się w nich cały czas, mogę śnić o nich cały czas :-](*-*) 

nie ma nic piękniejszego niż moje oliwkowe oczy - oczy Anety, w których jest tyle Nadziei na Przyszłość, tyle Szczęścia i Radości, a ta Nadzieja taka zielona, nieskrępowana i nieskrywana :-] @)-->-->--

 

 

nie ma nic piękniejszego niż to Teraz, które mam, które dał mi Bóg. tyle szans do wykorzystania, tyle wyzwań do podjęcia, tyle przeszkód do przezwyciężenia...cudownie! Z Jezusem będzie łatwiej, bo wiem że jest przy mnie. Ufam Jemu i ufam sobie...:-):-)

 

 

tak się cieszę, że już jutro znów spotkam się z M., tak się cieszę, że On też chce się ze Mną spotkać! tak bardzo się cieszę, że lada dzień mam kolejny egzamin na studiach! jak to wspaniale, że Bóg dał Mi możliwość studiowania! czy wiecie jak to jest gdy Dziewczątko z małego Miasteczka dostaje się na wymarzony Kierunek, do wyśnionego Miasta?o:-) 

 

 

dobrze mi Tu, w Tym Krakowie, na Tej Historii Sztuki, podoba mi się moje życie. Podobam się sobie Ja. nie brakuje mi nic, mam wszystko co jest mi potrzebne do życia i do szczęścia, tlen, zdrowie, drobne rzeczy. nasz kumpel Bóg stworzył nam całkiem w dechcę Świat! Artystą jest On niewątpliwie! I Wy w dechcę jesteście, do Was mówię Ludzie !!serce:-]

 

 

powracam zatem do czytania książki,trzeba ten egzamin zdać, skoro już się na tych studiach jestlimo;-)

       

     

 

dobrze mi...

          ... nie ma nic...

                         ...co zaprzątałoby mi głowę

 

  

                                          szczęśliwa Żyleta

        

     

 

 

 

 


oceń
0
0

czytaj komenty (38) | wypowiedz się

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  198 980  

Pantha rei...

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Znajdź

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Prenumerata

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Po co Mi blog?

Złe chwile przelewane na ekran monitora... :'-( Zamiast łez-stukot klawiszy. Może rodzaj terapii?

O Żylecie

outsiderka...bynajmniej nie z wyboru :-(

*
*
*
*
jeśli chcesz, możesz do mnie napisać, odpisuję zawsze :-P
*
*
samotnazyleta@wp.pl


Free CursorsMyspace LayoutsMyspace Comments

Biurokracja:

Odwiedziny: 198980
Wpisy
  • liczba: 121
  • komentarze: 4157
Galerie
  • liczba zdjęć: 52
  • komentarze: 53
Bloog istnieje od: 4009 dni

Nie lubię Fejsbuka!!!

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl